:: :: malinova księżniczka :: :::: tartak wyrazów ::abrewiacja uwielbiam wszelkie imprezy komiksowe. no po prostu tak jakoś się składa, że oprócz nieświętej pamięci kidsów, to właśnie w komiksowym półświatku czuję się najlepiej. dlatego ten weekend w poznaniu był jak haust świeżego powietrza, mimo iż wdychałam głównie dym papierosowy. po pierwsze komiksiarze są ostoją manier i kindersztuby. mądje! nie pamiętam, kiedy ostatnio się tak komplementów nasłuchałam, z których większość jest nawet całkiem cenzuralna i mogłabym je powtórzyć bez wstydu. tylko po co. po drugie nie ma żartu tak grubego, by nie przeszedł w tym towarzystwie. więc się człowiek czuje bezpiecznie, bo naprawdę rzadko się zdarza, by wybitny scenarzysta zmarszczył się, że powiedziałaś JEBANER. bardziej prawdopodobne, że ci przyklasną i opowiedzą żart o karlicach (NAPRAWDĘ straszny). po trzecie ci wszyscy chłopcy (i dziewczyny, zwłaszcza dziewczyny!) nie tylko są fajni i rozrywkowi do granic bezeceństwa, ale też strasznie utalentowani i to od razu ustawia całe zdarzenie w odpowiedniej perspektywie. nawet jeśli ta jest ogólnoświatowym złudzeniem. a poza tym chciałam z tego miejsca jednogłośnie oświadczyć: didżej ssał. nie wiem komu, ale do tego też dojdę. 2010-02-08 21:57:16 skomentuj (0) kółko-oko* hellgirl, wiek 14 i pół miesiąca, rasowe dziecię ciemności i nie tylko bękart diabła, ale wręcz szatański pomiot, zadziwia mię na każdym kroku. -A jak...Ala -Alia -B jak... baja -baaja -C jak... ciacho -(po chwili namysłu) CYCE tenkju, gutnajt end gudlak p.s. no przy okazji pochwalę się, że wokabularzyk mojej panienki obejmuje takie słowa jak: krem (ma pociąg do kosmetologii), okruch (tych zawsze wbród na podłodze) oraz żółw. suck it! * a to są ulubione słowa maliny. podejrzewam, że zakłada jakiś tajny kult kółko-oka, bo z ta frazą na ustach budzi się i zasypia. czasem też poszczekuje przez sen. no nie wiem... 2010-01-19 23:57:23 skomentuj (5) że mi wypiłaś moje kakao nie wiem jak to się stało: czasu nie miałam, czy nie chciało misie, ale fakt faktem: dwa miesiące jak w mordę, a ja ani słóweczka, ani zdjąteczka. skandal, żenada oraz ruja i poróbstwo zapewne też. a tu malinka właśnie skończyła swój pierwszy rok. faktycznie spełniły się przepowiednie mędrców: minęło, jak jeden dzień. czasem łapię się na myśli, że ktoś mi ukradł ten czas i boję, że teraz tak już będzie. że zostałam na dobre widzem. zdyszanym, zgonionym, zmęczonym widzem, który nie ma kiedy włączyć się w nurt. a kysz smuteczki, odpędzę was białym winem (a może jak z filipami w piąteczek malinówką z tabasco?) i skupię się na słonecznej stronie ulicy. urządzilimy córce kinderbal. co za szczęście, że grypa szaleje i połowę zaproszonych gości powaliła, bo jakby tak wszyscy przyszli to z chałupy zostałyby wióry. choć żal żal straszny, że kilku par dziecięcych stópek zabrakło w tym ogólnym tupocie. o dorosłych nawet nie wspomnę. ci co przybyli sprawiali wrażenie usatysfakcjonowanych (opróczy tych kilku przerażonych intensywnością dziecięcych działań), choć może to po prostu dobre wychowanie. w końcu wypróbowani we wszelkich innych sytuacjach i w takiej musieli okazać się zajebiści, czyż nie? hellgirl natomiast nie bła zachwycona wcale, stres ją zżarł (ona zaś zżarła tortu nieco ponad miarę) i kurczowo trzymała się rąbka mej spódnicy (dżinsów jesli kto spragniony prawdy) miast rzucić w wir zabawy. acz z czasem jej przeszło i w miarę topnienia towarzystwa nabierała animuszu. jak została sama z kumpelką felką, to było już byczo. bachory i ich humory, mon dieu. poza tym w naturze mamy ciągły ruch - głównie na osi góra dół, choć dołu jakby więcej niż góry. drobne satysfakcyjki i bezmiar przygnębienia. przestałam dawać radę, nie wyrabiam na zakrętach i strasznie mnie to męczy. no cóż, byle do wiosny jak to mówią. i nie wiem, czy przemówię w międzyczasie. ![]() URODZINOWA HELL - a tu materiał porównawczy sprzed roku ;)) 2009-11-01 22:05:41 skomentuj (4) była sobie raz królewna niektórzy z państwa się zorientowali, że wakacje się skończyli. w sensie te moje wakacje, co były strasznie fajne, ale dawno i nieprawda, a ja jestem już tak zmordowana, że tylko miesiąc w spa mógłby mnie uzdrowić. albo chociaż dwie godzinki. ale nie zanosi się na to, bym miała TYLE czasu w najbliższej przyszłości. w dalszej może wreszcie wypierdolą mnie z roboty i zacznie się la dolce vita. będę witać się za dolce i żegnac za jeny, czy jakoś tak. jeny, chyba mam blogowy atak głupawki - dawno się nie zdarzyło. no dobrze, już się opanowuje, tak? poważna mina, tak? proszę państwa 15 sierpnia skończył się komunis a zaczął się biznes. infor biznes tak dokładniej. na razie trudno mi powiedzieć, co to konkretnie oznacza dla niżej wzmiankowanej, gdyż czeski film trwa. w związku z powyższem zapierdalam na trzech frontach, biorę wszystko jak leci a i tak nie mam za co kupić dziecku szafy w ikei. strasznie to przykre. z głodu doznań towarzyskich układam sobie w głowie listy wszystkich z którymi chciałabym się spotkać. wychodzi mi jakiś półroczny program szalonych zabaw, potańcówek i popijaw. i wiem, dobrze wiem, że dzień nadejdzie. p.s. w charakterze miłego (dla mnie) wspomnienia z wakacji fota-srota (dla was/mas) ![]() 2009-09-02 22:54:15 skomentuj (8) w telegraficznym skrócie jestem na urlopie STOP wyleguję się do siódmej, albo nawet ósmej STOP przez ostatnie trzy dni zjadłam więcej niż przez ostanie półtora miesiąca STOP moje dziecko nauczyło się wstawać STOP uczyniło to w pociągu relacji warszawa-szczecin STOP podróże kształcą STOP jutro kołobrzeg potem wolin STOP strach pomyśleć czego malina nauczy się po drodze STOP lubię wakcje STOP nawet jak pada STOP 2009-08-03 23:18:41 skomentuj (4) pożegnania nadszedł czas myśłałam, że kiedy to nastąpi, doznam uczucia ulgi, że ufff wreszcie. ale nie, nic takiego nie ma miejsca. troszkę mi smutno nawet, a z moich szumnych zapowiedzi, jak to wypiję flaszkę wódki zagryzając czekoladą - JAK TYLKO BĘDĘ MOGŁA - nie zostanie wiele. moźe jakiś kieliszeczek. i jakiś batoniczek. ale żadne tam hurra! wielu z was zapewne zadaje sobie pytanie: o czym ja bredzę? nie, nie zwolnili mnie z auszwicu, przynajmniej JESZCZE nie. po prostu kończę szczęsny okres karmienia piersią dzieciny mej maliny. rozwód odbywa się za porozumieniem stron: ona się już mlekiem nie najada, inne smaczki ją nęcą, a ja nie lubię jak zaciska swe stalowe szczęki na mych sutkach. ustaliłyśmy więc, że będzie tego. zresztą za tydzień kończy 9 miesięcy, a ja nie należę do psychopatek, które chcą karmić dzieci do uzyskania przez nie pełnoletności. więc: its ofiszial, to koniec - można mnie wyciągać na wódkę ;) o innych sprawach zmilczę, ale by dać wam choć posmakować mojego życia powiem, że wczoraj wyprodukowałam 20 tysięcy znaków i bolę mnie rączki. 2009-07-24 12:07:25 skomentuj (0) first of the gang with a gun in his hand gun jak gun, ale maczeta do karczowania by się przydała. albo chcociaż miotełka do kurzu, bo troche tu zarosło podczas mojej nieobecności. co robiłam, gdy mnie nie było? byłam, żyłam, wkurwiałam się, pracowałam od świtu do nocy, łapałam fuchy, strzelałam fochy, czasem jadłam, czasem spałam i ze dwa razy byłam w kinie. normalnie jak porządny biały człowiek - po zmroku i ze znajomymi. ole! byłam też na imprezie, ormussowo-arturowym parapecie. jak se większą kuchnię sprawili to ciężar imprezy przeniósł się na malutki balkonik. nie ma że boly ;)) poza tym praca, stresy, sresy. nieciekawie zupełnie i do bani. tak jakby szukam nowej fabryki, ale póki co w starej roboty wyżej komina, a tu jeszcze piętrzą się fuchy (i całe szczęście, może będzie za co żyć po 15. sierpnia). niewesoło ogólnie, choć ostatnie zebranie związków było całkiem udaną bibą. żebym jeszcze nie padała na ryj ze zmęczenia, to byłoby już całkiem cacy. dziecko ma się dobrze a poniekąd nawet świetnie co dość zaskakujące przy takiej matce. widać odporne z natury. z łóżka spierdoliła się dwa razy, nie raczkuje tylko pełza, nie wyrósł jej jeszcze żaden ząb, za to gada jak stara. i dziś po raz pierwszy sama usiadła. umie dawać buziaczka, robić papa i kosi-kosi. edukacja pani niani przynosi efekty. ja serwuje jej wkład własny w postaci improwizowanych rymowanek: kosi-kosi łapci, pojedziem do babci. babcia da nam sera (?!), ta stara cholera. coś czuję, że w przedszkolu często będą mnie wzywać na dywanik. a co u was? 2009-07-12 23:00:46 skomentuj (4) gdybyście zastanawiali się co u mnie słychać ![]() 2009-06-10 22:36:00 skomentuj (11) lecę bo chcę bum! i kolejny level rodzicielskiego survivalu zaliczony. dziś o poranku malina sturlała się z naszego łoża i gruchnęła z hukiem o podłogę. na szczęście jako dziecko z gumy i żelaza nie zrobiła sobie dosłownie NIC. płakała przez jakieś 20 sekund i nawet pół siniaka nie ma, ale co nas wystraszyła, to nasze. plus rozkosze kontaktów ze służbą zdrowia, nie państwową na szczęście, jako specjalny bonus, bo wiecie my to generalnie za mało stresu w życiu mamy. notabene niani nadal niet. po pierwszej porażce trudniej znów komuś zaufać i wszystkie te baby jakieś nietakie. jedna pani rokowała, ale zadzwonił dziś jej mąż, że właśnie zabrało ją pogotowie i będą kobiecinie wycinać wyrostek. a nasz wyrostek puszczony samopas spada z wyra. cudnie. za to byliśmy w weekend na mazurach, nasza pierwsza wyprawa z malino i było tak superancko, że normalnie tylko kombinujemy gdzie by tu pojechać. strzeżcie się więc nasi zamiejscowi kamraci, bo możemy wam naraz stanąć u drzwi. 2009-05-21 21:02:51 skomentuj (5) szary wiruje pył tylko on mnie nie opuszcza, nucę se przez zaciśnięte zęby. bo poza tym opuściło mnie wszystko: siły, cierpliwość, chęć do bezkonfliktowej koegzystencji z bliźnimi, wiara w człowieka, nadzieja, spokój - długo by wymieniać. a zaczęło sie niewinnie w poniedziałkowy ranek, kiedy to opuściła nas niania. sposób opuszczenia był nad wyraz elegancki i nieodparcie kojarzy się ze spuszczeniem raczej (w kiblu, po brzytwie - jak kto woli). otóż na mojego uprzejmego smsa z jeszcze bardziej uprzejmym pytaniem jak bardzo niania będzie uprzejmą się spóźnić, gdyż albowiem tak jakby muszę już wychodzić do redakcji, otrzymałam lakoniczną odpowiedź, że nie spóźni się wcale, gdyż nie przyjdzie w ogóle. ani dziś ani nigdy, bo rezygnuje. z przyczyn osobistych, jak dodała. cóż kultury w tych osobistych najwyraźniej nie dawali. och wiem, wiem, dziewczyny, że wszystkie przechodziłyście etap złej niani i generalnie drugie imię opiekunki to kłopot, a trzecie wkurwienie. ale czy ta świadomość pomaga mi? jakby wcale, a wściekłość krwią zalewa oczy. (w tym miejscu robię kwiat lotosu, osiągam turbo-zen i łamię kilka deseczek. wzrokiem) jak na matkę półroczneo dziecka, to żyłam dotąd dość luksusowo, nieprzespane noce znając jeno ze słyszenia. ale przyszła kryska na matyska, a raczej ząbkowanie na malinę i od trzech dni/nocy nie śpimy wcale, bo co godzinę lub pół budzi nas płacz rozdrażnionej małej. a od wczorajszej nocy takoż zawodzenie: MA-MA-MA, MA-MA-MA. tanio mnie kupiła, skubana: rozrzewniona podrywam się o tej 3:40 cała w skowronkach, bo dziecko mnie WOŁA. dodajcie se do tego wszystkiego jeszcze hektary ugoru w pracy i pisanie tekstów po nocach/rankach (bo pisanie to taki luksus, co się mu człowiek oddaje w czasie WOLNYM, gdyż w pracy jest za dużo pracy, by pisać), a zrozumiecie, że ten szary pył to wiruje mi przed oczami. bardzo zmęczonymi oczami. 2009-05-11 22:33:18 skomentuj (10) o wyższości świąt bożego narodzenia nikt mi nie zarzuci, że jestem jakąś zdeklarowaną piewczynią zimy i żem ze śniegami za pan brat. ale właśnie zaczęłam dostrzegać jedną niezaprzeczalną zaletę mrozu ściskającego dupsko i zacinającej zadymki. otóż w niesprzyjających warunkach pogodowych żadne cholerne babsko nie włoży ci głowy do wózka i nie zacznie: -cmoktać -seplenić -udzielać rad bezcennych nie i już. a wiosna niestety wystawia człeka na rozliczne ataki ze strony matron i staruszek. i tak dowiedziałam się, że jestem: - matką złą, bo postawiłam wózek koło transformatora narażając dziecko na niechybny zgon (zwłaszcze przez te 15 minut picia soku w kalimbie), - matką głupią, bo nie daję dziecku suchej skórki od chleba na ząbkowanie, - matką niebaczną, bo nie zawiązałam na wózku czerwonej tasiemki, co by chronić małe przed "złym okiem" (to już trzeba mieć tupet, doprawdy). na razie powściągam wewnętrznego berserkera, liczę w myślach do stu dwudziestu i spokojnie odwracam się na pięcie, ale biada temu, kto naprawdę mnie zdrzaźni. 2009-05-09 21:50:49 skomentuj (7) |
::znaki::
2010 luty styczeń 2009 listopad wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień geniusze zbrodni fak cy kastrat? spora miszcz szpil cho pol sza sec kak ple nuda popa da wyobrazki widok oska tryk kica opiat dejli pozy kox TKM - teraz kurwo my! kolumna zygmunta. piąta kg komisie szymona dziecko szymona nju kids on de blog kidsen zuz ana p/li agent kobieta yssy aster nacia terra mintaj gribo inka ormus filo varia gen aisza czaty tanz elma kubu sis st& stan też lud buzz brada fini prus stronniczo śfietlica jasno bar mle
|